KK logo-white

12-14 września 2013
Miejski Dom Kultury w Radomsku

Fragment konferencji prasowej, która odbyła się podczas Kongresu Kultury w Radomsku 13 września 2013 z udziałem Dyrektora Narodowego Centrum Kultury Krzysztofa Dudka, Prezydenta Miasta Radomsko Anny Milczanowskiej i Dyrektora Miejskiego Domu Kultury w Radomsku Elżbiety Kwiatkowskiej.

 

Spotkanie ludzi kultury, samorządowców, animatorów, nauczycieli, przedstawicieli instytucji i stowarzyszeń kulturalnych, organizatorów życia kulturalnego, dziennikarzy trwało od 12 do 14 września 2013 r. Nasz wysłannik śledził uważnie pierwsze dwa dni obrad.

 
W dwa lata po łódzkim kongresie podobną imprezę zorganizował Miejski Dom Kultury w Radomsku, wspierany przez Narodowe Centrum Kultury i ŁDK. Ponieważ tematyka wykładów, prezentacji i dyskusji na ogół nie dotyczyła spraw ściśle związanych z Radomskiem, można uznać, że było to kolejne spotkanie ludzi kultury z województwa łódzkiego, a nawet z całej Polski - wielu zaproszonych gości reprezentowało inne regiony. Dyskutowano o lokalności, partycypacji w kulturze różnych grup społecznych, o edukacji, promocji i kształtowaniu przestrzeni.
Impreza była bardzo dobrze zorganizowana. Przejrzysty, dobrze ułożony program, dobra informacja, zawsze służący pomocą pracownicy MDK, dobrze nagłośnione sale, brak większych opóźnień, sprawne prowadzenie dyskusji - można powiedzieć, że organizatorzy działali bezbłędnie. Ciekawy był też dobór zaproszonych gości, choć tu można mieć zastrzeżenie do powielania schematów z poprzednich tego typu imprez. Gdy słuchałem Edwina Bendyka, Krzysztofa Dudka, omawiającego kolejne badania nad kulturą Artura Celińskiego z Res Publiki Nowej czy prowadzącego panel dyskusyjny redaktora Jacka Grudnia, miałem wrażenie powrotu do przeszłości. Jakbym przeniósł się na łódzki kongres sprzed dwóch lat. Istnieje realne niebezpieczeństwo popadnięcia w rutynę - oby nie doszło do sytuacji, że co rok będziemy spotykać się w innym mieście i słuchać tych samych wystąpień. Przemysł kongresowy byłby wypaczeniem idei twórczego spotkania. Na szczęście w Radomsku działo się też dużo nowego i ciekawego.
 
Pierwszy dzień
Początek jest zawsze podobny - powitania, podziękowania, życzenia owocnych obrad. W Radomsku głos po kolei zabierali: prowadzący kongres (sprawnie i kulturalnie) Sławomir Przybyłowicz, dyrektor MDK pani Elżbieta Kwiatkowska, wojewoda Jolanta Chełmińska, prezydent Radomska Anna Milczanowska  i dyrektor NCK Krzysztof Dudek. Formułę Niniejszym oznajmiam, że I Kongres Kultury w Radomsku czas zacząć odczytała ze zwoju zamkniętego w specjalnej przesyłce Jolanta Chełmińska. Zdaniem Krzysztofa Dudka był to najoryginalniejszy sposób otwarcia imprezy, jaki widział, a widział już podobno setki podobnych zdarzeń w całej Polsce. Trochę w tym stwierdzeniu było przesady, trzeba jednak przyznać, że oprawa plastyczna imprezy stała na wysokim poziomie. Dotyczy to zarówno graficznej strony przygotowania materiałów kongresowych, jak i - może przede wszystkim - scenografii przygotowanej przez Joannę Sroczyńską. Zrobione z pudeł skrzynie z kolorowymi poduszkami i rząd białych donic z zieloniutka (sztuczną) trawą znakomicie ilustrowały połączenie regionalizmu z nowoczesnym podejściem do kultury. Szkoda, że tak szybko wszystko poprzestawiano.
Zupełnym nieporozumieniem był za to inauguracyjny wykład prof. Joanny Kurczewskiej. Być może z powodu niedyspozycji zdrowotnej pani profesor mówiła chaotycznie i niejasno, wciąż wracając do poruszanych już wątków. W dodatku co chwila używała sformułowań "jak gdyby" i "znaczy", co jeszcze bardziej utrudniało percepcję. Główna teza wykładu dotyczyła najważniejszych dla tworzenia się kultury miejsc i instytucji. O ile przed transformacją takim miejscem był zakład pracy, o tyle obecnie staje się nim społeczność lokalna. Konsekwencją jest zróżnicowanie polskiej kultury - zdaniem pani profesor należy dziś mówić o wielo-Polsce. Społeczności lokalne powoli się upodmiotawiają, przy czym najważniejszym czynnikiem tego procesu jest współpraca instytucji ze spontanicznie wykreowanymi liderami tych społeczności. Po więcej konkretów autorka odesłała do prac Michaela Walzera i Richarda Sennetta.
Kolejnym punktem programu była dyskusja lokalnych animatorów i dyrektorów ważnych instytucji. Dyrektor Teatru Jaracza Wojciech Nowicki zwrócił uwagę na fakt, że po transformacji ustrojowej trzeba było zbudować zupełnie nowy model organizacji kultury, określić relacje instytucji, szkoły, organizacji pozarządowych.Ten proces trwa. Trzeba się na nowo nauczyć animowania kultury - już we współpracy z ludźmi, dla których robi się imprezy czy zajęcia. Czy ruch amatorski jest wartością samą w sobie czy może sposobem wyrabiania kompetencji kulturowych i dotarcia do sztuki wysokiej? Czy podział na Kulturę (sztukę) wysoka i niską jest jeszcze sensowny? Mirosława Łęska z radomszczańskiej Fundacji Inicjatyw Kulturalnych mówiła o sukcesach swojej organizacji i o koniecznym szacunku we wzajemnych relacjach władzy, przedsiębiorców, ludzi kultury. Jej zdaniem elity polityczne i kulturalne nie dają tu dobrych wzorów.
Po tej dość kurtuazyjnej wymianie zdań przyszedł czas na twarde dane z dwóch raportów. Najpierw Artur Celiński zreferował wyniki badań socjologicznych dotyczących kulturalnej polityki Radomska, a potem dyrektor Małgorzata Kania z Departamentu Kulturyi promocji Urzędu Marszałkowskiego przedstawiła założenia Programu rozwoju kultury w województwie łódzkim na lata 2014-2020. W pierwszym wystąpieniu było dużo liczb, w drugim - cała lista mniej lub bardziej ważnych celów polityki kulturalnej. Radomsko strategii rozwoju kultury nie ma, co nie znaczy, że instytucje i organizacje nie działają dobrze. Problemem - zdaniem Celińskiego - jest brak spójności tych działań. Miasto kulturą administruje, a nie zarządza. Ciekawie wypadło porównanie wydatków na kulturę w kolejnych latach. W 2008 roku odnotowano rekordowy wzrost - o 44%, ale już w 2009 wydatki spadły o 45%, czyli wszystko wróciło do normy i tak trwa do dziś. Stabilizacja czy stagnacja? Po uwzględnieniu inflacji wydatki spadają - by kultura nie ucierpiała, pieniądze trzeba wydawać mądrzej. Czy pomoże w tym strategia Departamentu?
Panel Po pierwsze edukacja kulturalna okazał się prezentacją pomysłów edukacyjnych z instytucji, w których pracują panelistki. Nawet moderatorka chwaliła własny Ośrodek "Dorożkarnia" zamiast problematyzować dyskusję. Trzeba jednak stwierdzić, że o sowich pomysłach uczestniczki opowiadały zajmująco. Okazało się, że najważniejsza jest współpraca ze szkołami i że ministerstwa - edukacji i kultury - powinny wreszcie uzgodnić wspólne stanowisko w sprawie kształcenia do udziału w kulturze. Działy edukacyjne nowoczesnych instytucji i pozarządowe fundacje są w stanie pomóc nie tylko w realizacji zajęć pozalekcyjnych, można do nich przenieść lekcje wiedzy o kulturze, a nawet godziny wychowawcze. W toku dyskusji wyłonił się jednak ciekawy problem - na ile rodzice mogą zaufać zróżnicowanym propozycjom edukacyjnym dla ich dzieci i czy istnieje system weryfikacji zgłaszanych do różnych programów propozycji?
Po obiedzie kongres się rozkręcił. Panel Współuczestnictwo w kulturze prowadzony przez Macieja Frąckowiaka był najciekawszym punktem programu pierwszego dnia. Pytanie, na czym to współuczestnictwo ma polegać i jakie formy kultury zasługują na wspieranie z publicznych pieniędzy staje się ważne, gdy uświadomimy sobie, że praktycznie cała ludzka działalność to w jakimś sensie kultura. Pracownicy domów kultury nie mogą narzucać swoich propozycji w oderwaniu od potrzeb mieszkańców okolicy, ale czy mogą godzić się na każdą propozycję? Dyskutowano na przykład  o zakupieniu dekodera do transmisji sportowych - czy to jeszcze działanie animujące kulturę? Czy partycypacja oznacza reaktywność (bierność) instytucji kultury, czekających jedynie na propozycje od ludzi? Ciekawy wątek dodał do rozmowy Edwin Bendyk z "Polityki": jego zdaniem kultura pogłębia dziś podziały klasowe, bo na przykład droga opera służy raczej legitymizacji kulturalnej klasy nowobogackich, a nie zaspokajaniu potrzeb estetycznych. Przy czym problemem nie jest sama struktura klasowa, ale zablokowanie mobilności pomiędzy grupami. Czy kultura może to ścieżki udrożnić? W dyskusji wypowiedział się tez Artur Celiński, który stwierdził, że partycypacja to udział w podejmowaniu decyzji. Potem ktoś, kogo wspólnie wybraliśmy, musi działać i brać odpowiedzialność za swoje działania. Nie można negocjować w nieskończoność.
 
Drugi dzień
 
Początek drugiego dnia to był moment, w którym uczestnicy kongresu musieli wybrać: uczestniczyć w spotkaniu regionalnej sieci kin cyfrowych, w grze symulacyjnej "Strategie kultury" czy w dyskusji urbanistów i architektów na temat związków między kształtowaniem przestrzeni a kulturą. Ja wybrałem panel Kultura w przestrzeni i nie żałuję. Obecność prof. Jana Salma, prof. Marka Janiaka i Bartłomieja Kolipińskiego z Towarzystwa Urbanistów Polskich gwarantowała nie tylko wysoki poziom merytoryczny dyskusji, ale też twórcze różnice zdań. I rzeczywiście, panowie zgodzili się jedynie w kwestii dużego wzajemnego wpływu kultury na kształtowanie przestrzeni i jakości przestrzeni na sposób myślenia i życia. 
Bartłomiej Kolipiński, odwołując się do tradycji polskiej myśli urbanistycznej, zaapelował o większą kulturę planowania przestrzeni i o szybkie wypełnienie dziur w miejscowych planach zagospodarowania. Zupełnie inny pogląd zaprezentował Marek Janiak, który wyraził nieufność wobec planowania w ogóle, a w szczególności wobec modernistycznych utopii w architekturze. Jego zdaniem przed XX wiekiem żadne planowanie nie było potrzebne, gdyż zwyczaj i tradycja rzemieślnicza zapewniały spójność stylu i zadowalający poziom estetyczny powstających budynków. Przepisy urbanistów nie są w stanie zastąpić tradycji, gdyż nie umiemy racjonalnie opisać złożonych praw rządzących dobrą architekturą, która zawsze odnosi się do kontekstu otoczenia. Tylko zwiększenie świadomości estetycznej może przywrócić dobrą architekturę. Panowie zgodzili się, że tę poprawę można osiągnąć poprzez propagowanie dobrych przykładów i że żaden plan nie pomoże, jeśli stworzą go nieprzygotowani urzędnicy. 
W toku dyskusji uaktywniła się publiczność, która podjęła wątki z historii Radomska. Marka Janiaka zapytano także, jak godzi tradycyjne poglądy na architekturę z działalnością w radykalnie awangardowej grupie Łódź Kaliska. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że sztuka awangardowa jest poligonem dla radykalnych eksperymentów, obszarem testowania skrajnych intuicji, które jednak nie są szkodliwe z powodu małego zasięgu oddziaływania. Przy okazji prof. Salm pochwalił architekturę budynku, w którym odbywały się obrady.
Po przerwie kawowej mogliśmy wysłuchać wykładu Mariusza Wróbla, dyrektora Instytucji Filmowej "Silesia-Film", który mówił o metodach promocji kultury. Na podstawie licznych przykładów sformułował tezę, że najskuteczniejszy jest marketing oparty na propagandzie szeptanej, co w dzisiejszych czasach oznacza na tyle sprytne skonstruowanie przekazu, by ten sam rozpowszechniał się w Internecie dzięki skłonnościom ludzi do powielania ciekawostek. Za przykład może służyć strategia kopenhaskiej orkiestry symfonicznej, która umieszcza w sieci filmy ze spontanicznych ulicznych koncertów. Prelegent pokazał też, jak praktycznie wykorzystywał przedstawioną wiedzę, kierując jedną z instytucji kultury na Śląsku.

Kolejny punkt programu to prezentacja dobrych praktyk w promocji kultury. W bloku prowadzonym przez red. Jacka Grudnia szczególnie zainteresowały mnie wystąpienia dotyczące portali internetowych, w tym także naszego Reymonta.

 
Ogólne wrażenia po pobycie w Radomsku są bardzo pozytywne. W rozmowach z uczestnikami kongresu powracał motyw silnej motywacji do dalszych poszukiwań i twórczych działań, którą uczestnicy znaleźli w czasie kongresowych spotkań. Nawiązywanie kontaktów, wymiana doświadczeń, możliwość pochwalenia się osiągnięciami- to wszytko wydaje się ważne dla ludzi kultury, którzy uczestniczyli w radomszczańskim zjeździe.
 

Współczynnik Giniego pokazuje koncentrację rozkładu jakiejś zmiennej losowej, na przykład pozwala określić stopień równomierności opadów w poszczególnych miesiącach roku. Współczynnik przyjmuje wartości od 0 do 1 – w najpopularniejszym jego zastosowaniu, czyli w przypadku określania stopnia równości dochodów: wartość 0 oznacza absolutne ujednolicenie zarobków, o którym marzyli (przynajmniej oficjalnie) komuniści, wartość 1 – czysto teoretyczną sytuację, w której jeden człowiek zabiera dla siebie całe dochody. Współczynnik liczony dla całych społeczeństw niektórzy nazywają wskaźnikiem nierówności społecznej i wciąż przywołują w dyskusjach o niesprawiedliwości dzisiejszej ekonomii.

Wielu badaczy i publicystów widzi związek między równością ekonomiczną a poziomem szczęścia i bezpieczeństwa. W społeczeństwach egalitarnych (takich jak Szwecja), w których współczynnik Giniego oscyluje wokół 0,25, jest podobno mniej przestępstw, mniej samobójstw, a nawet mniej ludzi otyłych. Czyżbyśmy objadali się ze stresu wywołanego cudzym dobrobytem?

Być może „duch równości” sprzyja współpracy i zaufaniu, ale czy sprzyja sztuce? Zastanówmy się, czy silne spłaszczenie dochodów byłoby korzystne dla rozwoju kultury. Wydaje się, że dla kultury korzystne jest istnienie warstwy ludzi ekonomicznie uprzywilejowanych. To przecież ludzie bogaci są w stanie kupować od artystów obrazy, fundować stypendia, sponsorować druk tomików. To bogacze zapisują muzeom w testamencie swoje kolekcje, dają pieniądze na budowę sal koncertowych (słynna Carnegie Hall nazywa się tak na cześć fundatora), zamawiają ołtarze i witraże do odwiedzanych przez siebie kościołów (być może dla zmazania swoich win).

Mówiąc obrazowo: dla malarza lepiej, by istniała choćby mała grupa zarabiających na tyle dużo, by kupować stosunkowo drogie obrazy (obraz olejny ze względu na koszt materiałów i nakład pracy nie może być tani). Zwiększenie podatków i bardziej równe rozdzielenie dochodów malarzowi nic nie da. Wręcz przeciwnie – bogatych przestanie być stać na ekstrawagancje, a biedni nie zarobią na tyle więcej, by sztuką się zainteresować. A przecież pieniądze to nie jest jedyny problem. Równie ważne są kwestie braku kompetencji, niewykształcenia potrzeb kulturalnych i ograniczenia możliwości kontaktu ze sztuką.

Postawmy zatem pytanie o nierówności społeczne w dziedzinie kultury, o podziały na czytających i nieczytających, bywających i niebywających, o adekwatność wskaźników znanych z ekonomii do rozmowy o polityce kulturalnej państwa czy samorządu. Zapytajmy, czy współczynnik Giniego można odnieść do koncentracji dóbr intelektualnych i co z tego wyniknie.

Załóżmy, że jednostką bogactwa w naszym wymyślonym modelu państwa jest przeczytana książka. Podział dóbr byłby w takim ujęciu bardzo mało egalitarny. Jedni bowiem czytają bardzo dużo, inni nie czytają wcale (według badań czytelnictwa przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową 60% Polaków nie przeczytało w 2012 roku żadnej książki) – współczynnik Giniego byłby więc bardzo wysoki. Co więcej, wszelkie akcje popularyzatorskie (kiermasze, targi, spotkania z autorami, pisma literackie) raczej tę nierówność pogłębiają. Kto czyta, ten przyjdzie na targi lub na promocyjny wieczór i kupi kolejną książkę, kto nie czyta, nie zareaguje na ogłoszenie o spotkaniu autorskim. Podobnie jest z teatrem, galeriami i filharmonią.

Podobnie jest też z edukacją: dzieci lepiej wykształconych rodziców słyszą wokół siebie bogatszy język, widzą na domowych regałach więcej książek, a dodatkowo są zapisywane na zajęcia dodatkowe. W tym momencie wkracza jednak polityka wyrównywania szans: w szkole, do której chodzą dzieci mojego przyjaciela, po prostu zakazano organizowania płatnych zajęć dodatkowych. Ponieważ części dzieci nie stać na opłaty, gry na gitarze i angielskiego nie będzie się uczył nikt. Wyrównywanie szans jest na ogół równaniem w dół.

Idąc tym tropem należałoby utrudniać czytającym dostęp do książek. A może po prostu pogodzić się z hierarchicznym charakterem kultury. Prawdziwym nieszczęściem, zarówno w sprawach społecznych, jak i w kulturze, nie jest rozwarstwienie, lecz brak mobilności między warstwami. Problemem jest raczej to, że mimo chęci i ciężkiej pracy bardzo trudno jest się wyrwać z enklaw biedy i zacofania, a nie to, że istnieją biedni i bogaci. Po prostu ktoś mógłby zafundować te lekcje gitary dziecku, które chce się uczyć, nie ma pieniędzy, ale ma talent. Właśnie słowo talent jest kluczowe dla zrozumienia hierarchicznego charakteru kultury. Talent pozwala tworzyć rzeczy, które w toku społecznej wymiany myśli stają się ważne w wymiarze ponadindywidualnym. W sytuacji, gdy wszystko jest jednakowo (nie)ważne, nie ma żadnego powodu, by coś poznawać, podziwiać, cenić. A przecież podziw dla cudzych dokonań może być źródłem motywacji. Bopiękno na to jest, by zachwycało/ do pracypraca, by się zmartwychwstało – pisał Norwid (wbrew pozorom wciąż warto go czytać).

Wracając do książkowego przykładu – animatorzy kultury powinni odpowiedzieć sobie na pytanie: czy zależy im na zwiększeniu ogólnej liczby przeczytanych książek, poprawie poziomu czytelniczych wyborów czy na wzroście ogólnej liczby czytających. W każdym wypadku konieczna jest inna strategia. Wydaje się, że wpływowym teoretykom spod znaku „otwartej, inkluzyjnej i uczestniczącej” kultury chodzi o tę ostatnią opcję. Niestety, wykorzystują przy tym metodę, która po prostu naciąga statystyki. Przywoływany wielokrotnie przykład działań Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki w Szydłowcu pokazuje pewną paradoksalność tego rodzaju prób. Wychodząc naprzeciw autentycznym potrzebom i zainteresowaniom młodych ludzi z małego miasta, animatorzy dostrzegli potencjał dla działań kulturotwórczych w modzie na tuningowanie samochodów. Organizując wydarzenia związane z tą pasją, poszerzyli grono konsumentów (prosumentów?) kultury. Jakie to proste: jeżeli mamy kłopoty z frekwencją w teatrach czy bibliotekach, uznajemy za przejaw kultury coś, czym akurat zajmuje się miejscowa ludność (wystarczy wykorzystać antropologiczną definicję kultury, która obejmuje praktycznie wszystko – całokształt materialnego i duchowego dorobku). Jeśli mieszkańcy lubią wędkować, wędkarstwo staje się równie ważną dziedziną kultury jak balet czy film dokumentalny. Kultura jest tu rozumiana jako narzędzie zmiany społecznej, a nie jako wartość autoteliczna, czyli wartość sama w sobie.

Inny przykład na to samo zjawisko: odbywający się w Łodzi Międzynarodowy Festiwal Komiksu od pewnego czasu zmienił formułę i nazwę. Obecnie jest to Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier – chodzi oczywiście o gry komputerowe. Organizatorzy wyszli naprzeciw oczekiwaniom młodzieży, przy okazji zdobywając bogatych sponsorów. Nie przeszkodziło im to na konferencjach prasowych mówić o kulturotwórczej roli festiwalu, który zachęca młodych ludzi do wyjścia z domu i odejścia od… komputera. Gra komputerowa na festiwalu to coś więcej niż gra komputerowa w domu? Sprowadzając całą rzecz do absurdu: w domu kultury ludzie robiliby po prostu to samo, co robią w domu, np. wspólnie oglądali seriale.

Załóżmy jednak, że sama idea otwarcia się na potrzeby publiczności jest słuszna (w pewnym sensie to oczywiste). Pan z domu kultury nie jest przecież dla lokalnej społeczności nauczycielem czy wychowawcą, lecz pomocnikiem w podejmowaniu aktywności zapewniających osobisty rozwój. Przyjmijmy, że robi nawet na osiedlu ankietę i uzyskuje listę propozycji, wśród których znajduje się pomysł na Osiedlowy Festiwal Tańca na Rurze. Animator staje przed trudnym wyborem – albo zorganizuje coś, co z misją domu kultury ma niewiele wspólnego, albo odrzuci pomysł razem z całą ideą partycypacji, albo zmanipuluje autorów projektu, by uznali jego punkt widzenia (owszem, pomysł festiwalu tańca jest dobry, tylko ta rura zupełnie niepotrzebna, zróbmy więc Osiedlowe Spotkania Baletowe). Rozwiązaniem kompromisowym mogłaby być dobra wystawa fotograficznych aktów.

Animatorzy kultury nie mogą uciekać ani od oceny zgłaszanych propozycji, ani od roli kompetentnego w jakiejś dziedzinie autora propozycji programowych. Inaczej staną się kimś w rodzaju Tolka Banana (bohater serialu Stanisława Jędryki z lat 70.), za pieniądze przyjaźniącego się z trudną młodzieżą. Taka rola – być może potrzebna – na pewno nie wyczerpuje zadań pracownika sektora kultury. Niewiele, bo niewiele, ale płaci się nam za kreatywne pomysły. Dlatego na koniec pozwolę sobie przedstawić projekt, który realizowałem w Łódzkim Domu Kultury w latach 2008-2012. To moja legitymacja uprawniająca do zabierania głosu w omawianych tu sprawach.

Poetyckie Gry Uliczne był to rodzaj gry miejskiej (wtedy gry miejskie nie były jeszcze tak popularne), w której uczestnik odnajdywał ukryte w przestrzeni miejskiej fragmenty utworu poetyckiego. Wersy umieszczone były na ścianach czy sufitach działających w mieście galerii, w gablotach muzeów, na drzwiach lub na plakatach w foyer teatrów, na księgarskich regałach. Grający znał tylko nazwę ulicy i zaszyfrowaną podpowiedź co do miejsca umieszczenia fragmentu tekstu. Po zebraniu wszystkich wersów musiał jeszcze ułożyć z nich wiersz i przesłać nam odpowiedź. Nagrodami w konkursie były rowery, sprzęt elektroniczny, książki i… poznanie ciekawych miejsc. W finale spotkanie z poetą i koncert zaproszonego zespołu. Zabawa, która łączyła podchody z lekcją literatury, była też formą zwiedzania celowo wybranych, atrakcyjnych historycznie miejsc. Każdy uczestnik mógł się w nich zatrzymać, zwiedzić, skorzystać z oferowanych przez mieszczącą się tam instytucję propozycji. Niejako przy okazji poznawał swoje miasto, zacieniał więzi z lokalną wspólnotą.

 

Piotr Grobliński

14 września to ostatni dzień Kongresu Kultury w Radomsku. Tego dnia w Galerii Muzeum Regionalnego w Radomsku odbyły się warsztaty ph."Jak się uczyć współpracy" prowadzone przez Marcina Mitznera i Ewę Zbroję. Jak nazwa warsztatów wskazuje uczestnicy poznawali tajniki efektywnej współpracy, na koniec zajęć wypracowali "kodeks współpracy":

- zaufanie do partnerów i uczciwość wobec siebie i innych

- szacunek i otwartość wobec partnerów

- zgoda na partnerstwo

- ściśle określone warunki współpracy w formie pisemnej lub ustnej

- precyzyjnie określony podział zadań

- rzetelne wykonanie powierzonego zadania

- wspólnie ustalony i realizowany cel

- równość partnerów wobec siebie

- wspólne świętowanie i dzielenie się sukcesem jak i wspólna odpowiedzialność za porażkę

- wybór i akceptacja celu, sposobu, zespołu

- wspólne działanie uwzględniające kreację i elastyczność

- usystematyzowanie.

 

Opinie uczestników biorących udział w warsztacie pt.:„ Jak się uczyć współpracy”:

Warsztaty są potrzebne. To chwila na prelekcję i zastanowienie. To okazja do bliższego poznawania i dostrzegania, że ludzie różnią się, ale mogą wspólnie pracować. Dobrze, że powstały zasady, bo porządkują czy wskazują, czym kierować się przy nawiązywaniu partnerstw.

Warsztaty poświęcone współpracy i sposób ich prowadzenia pozwoliły uczestnikom na otwarcie, nazwanie i z wartościowanie spraw, które czasem intuicyjnie postrzegają lecz nie potrafią zastosować. Dały też dobrą podbudowę do przeniesienia ich treści do praktyki.

Warsztat „Jak uczyć się współpracy” był pomocny i wartościowy ze względu na jego szczegółowość. I precyzję w wypracowaniu zasad współpracy, być może niewłaściwie wykorzystanych i często pomijanych w zakresie współpracy między instytucjami.

Ciekawie poprowadzony, warsztat przypomniał mi zasady i możliwości współpracy bez których nie można prowadzić działań kulturalnych. zmusiło mnie do weryfikacji swojego postępowania.

Warsztaty bardzo potrzebne są :)
Dzisiejszy został przeprowadzony w sposób bardzo profesjonalny. Dzięki takim warsztatom, spotkaniom nie tylko uczymy się nowych rzeczy, ale odświeżamy się, przypominamy sobie to o czym dobrze wiemy a, co umyka i ginie w codzienności. Sposób przeprowadzenia dzisiejszych warsztatów był na wysokim poziomie – nie zmęczyła zainspirował- niech świadczy o tym wrażenie, że zbyt krótko trwał.

Warsztaty usystematyzowały zasady współpracy pomiędzy partnerami i w działaniu przy wybranym celu. Uzmysłowiły potrzeby partnerstwa, szacunku dla siebie i współpracowników. Razem możemy więcej.

Dla mnie warsztat był energetyzujący i otwierał myślenie i gruntował wiedzę o partnerstwie/współpracy. Prowadzony był dynamicznie, angażował wszystkich do myślenia i tworzenia na koniec wspólnej pracy jakim był kodeks współpracy.

Warsztaty współpracy.

Uczestniczyłam w kongresie ostatni dzień i uważam, że to spotkanie pozwoliło na wyartykułowanie zasad współpracy, które dla większości uczestników są oczywiste, a dzięki tym warsztatom zostały ujęte w jakieś ramy i punkty.

1. takie warsztaty są potrzebne

2. wnoszą świeże spostrzeżenia do moich doświadczeń, uczą

3. wpływają na poprawę relacji międzyludzkich (praca w grupach)

4. warsztaty zostały bardzo dobrze zorganizowane i poprowadzone

 

Warsztat był dla mnie okazją do spotkania znajomych, do poznania nowych ludzi oraz przybliżenia się do problemu jakim jest brak współpracy. Dzięki spotkaniu uświadomiłem sobie jak wiele czynników ma wpływ na moje relacje ze środowiskiem. Dziękuję za niezwykle ciepłą atmosferę.

Współodczuwanie problemów.

Warsztat tego typu jest potrzebny rozmowa-dialog-wyrażenie swego zdania co czyni wiele do prostego współdziałania. działanie każdego z osobna czyni przecież współdziałanie. Kodeks czy kontrakt zasad ustalony na warsztatach może służyć jako wzór. Warto zawsze, na początku współpracy z partnerami czy tylko z jednym człowiekiem to ustalić. Może to pomóc w budowie wielkich dzieł.

 

DSC00730 DSC00732 DSC00733 DSC00734 DSC00735 DSC00738 DSC00740 DSC00906

 

Drugi  dzień Kongresu Kultury w Radomsku rozpoczął się od gry symulacyjnej ph. „Strategie kultury” moderowanej przez Marcina Mitznera oraz spotkania Regionalnej Sieci Kin Cyfrowych. W kolejnej części Kongresu odbył się panel dyskusyjny „Kultura w przestrzeni” z udziałem prof. Jana Salma, Bartłomieja Kolipińskiego prof. Marka Janiaka, moderatorem panelu była Katarzyna Ciupa. Sesja ph. „Promocja kultury” to wykład Mariusza Wróbla nt. "Nowych trendów w komunikacji i promocji instytucji kultury. Jak docierać do odbiorcy?" oraz prezentacje dobrych praktyk w promocji kultury przygotowane przez ośrodki kultury regionu łódzkiego, których moderatorem był Jacek Grudzień. Natomiast pytanie "Jakiej kultury potrzebują małe i średnie miasta?" to tytuł ostatnich tego dnia warsztatów prowadzonych przez Artura Celińskiego.

Drugi dzień Kongresu zakończył się spotkaniem podsumowującym, podczas którego podpisano List otwarty uczestników Kongresu Kultury w Radomsku do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

DSC00692 DSC00697 DSC00699 DSC00700 DSC00702 DSC00708 DSC00703DSC00705 DSC00709 DSC00713 DSC00716 DSC00717 DSC00720 DSC00721 DSC00726